Góry Bystrzyckie - Dwa dni - Część południowa

BYSTRZYCKIE - DWA DNI - WARIANT SCHRONISKO - CZĘŚĆ POŁUDNIOWA

Dojazd do startu: mapy Google pokazują z Poznania 312 km i przeliczają trasę na około 3,5 godziny jazdy. 

Trasa na dwa dni, nocleg w schronisku lub w jego okolicy - co kto woli. Startujemy od auta, docieramy do schroniska - nocka - wracamy do auta.

Z tego co zauważyłem jesteście z każdym wyjazdem bardziej leniwi, założenie też było takie aby nie iść na kilometrówkę więc ta opcja jest raczej luźna.

W skrócie wygląda to tak: dzień pierwszy 21 km, czyli około 8 godzin marszu. Dzień drugi 17 km, czyli około 5, 6 godzin marszu.

Po pierwszym dniu marszu można się więc wyspać ;-) Drugiego dnia trasa dość łatwa - praktycznie większość drogi z górki bez stromych wzniesień i moich głupich pomysłów.

Dzień pierwszy:

Link do mapy: KLIK!

Profil wysokości wygląda całkiem znośnie więc raczej bez marudzenia:

Opis trasy:

Zaczynamy od ruin, a konkretniej od dworu w ruinie - gdzieś w okolicy trzeba poszukać miejsca do zaparkowania, jest kilka zabudowań więc mam nadzieję, że uda się to jakoś sensownie ogarnąć. Ten aspekt zostawiam kierowcy ;-)

Dwór wygląda, albo wyglądał tak:

Dalej mamy około 1,5 km wzdłuż drogi i wbijamy na niebieski szlak. Pięć minut marszu i mamy kolejne ruiny. Dokładniej ruiny zamku Szczerba.

Jak ktoś chce to więcej może przeczytać na Wikipedii, a ruiny wyglądają jakoś tak:

Jak już obejrzymy kamień na kamieniu idziemy dalej szlakiem niebieskim.

Po około 4 km od startu, czyli krótki odcinek od ruin mamy do podziwiania Solną Jame.

Wikipedia pisze o niej tak:

Jaskinia była znana na pewno w XVIII wieku, a być może znacznie wcześniej. Powstała w wyniku wypłukiwania przez wodę marmurów, tworzących soczewkę wśród łupków metamorficznych (nazwa od śnieżnobiałego, gruboziarnistego marmuru, przypominającego kryształy soli kamiennej). Długość ok. 50 m. Składa się z korytarza, który następnie rozwidla się – prawa odnoga prowadzi do komory z jeziorkiem krasowym, zaś lewa kończy się syfonem wodnym. Bywała nazywana również Jaskinią Gniewoszowską (najbliższa miejscowość to Gniewoszów). Szata naciekowa jaskini nie zachowała się prawie w ogóle. Obecne wejście do jaskini zostało odsłonięte w trakcie prac w kamieniołomie, dawniej naturalny otwór znajdował się niżej, nad samym brzegiem potoku Gołodolnik.

Jama wygląda jakoś tak:

Po tym jak już skończymy się zachwycać otworem w skale wracamy na szlak niebieski i niewielki kawałek dalej odbijamy na szlak czarny.

Po około 6 km od startu mamy punkt decyzji, opcje dwie:

Zbaczamy z trasy i idziemy 3 km do ruin dworu obronnego, czyli łącznie dodajemy 6 km - trasa w obu kierunkach jest ta sama. Ogólnie te ruiny można zobaczyć, a można też nie ;-) Szału tam raczej wybitnego nie ma.

Wygląda to mniej - więcej tak:


Tak porównując trochę zdjęć w sieci to mam wrażenie, że to niszczeje i z każdym rokiem tych kamieni tam jest nieco mniej.

Jak ktoś chce szukać coś więcej to ruiny znajdują się w miejscowości Niemojów.

Czy będziemy oglądać ruiny czy też nie, ze szlaku czarnego odbijamy na żółty w kierunku góry Czerniec (840). Jest tam wieża widokowa i chyba niewiele więcej ;-)

Kolejny etap to szczyt Gniewosz (850) na którym nie ma kompletnie nic więc pewnie zostanie niezauważony. 

Dalej pocinamy szlakiem żółtym tylko po to, aby wejść na drogę z której minutę później zejdziemy na szlak niebieski.

Szlak leci wzdłuż wiejskiej drogi i prowadzi nas do miejscowości Poniatów w której są może ze 4 chałupy. Na sklep bym raczej nie liczył.

Maleńki kawałek za Poniatowem podobno są jakieś ruiny. Podobno bo na jednej mapie niby zaznaczone, na innej już nie - czy coś tam faktycznie jest przekonamy się sami.

Po 13 km od startu docieramy do przełęczy nad Porębą. Zasadniczo jest to zwykłe skrzyżowanie dróg, no ale ok - zwał jak zwał. Na przełęczy skręcamy w lewo, tak też prowadzi szlak, i po kilku metrach mamy pozostałości bunkra. Jakiś kilometr dalej na rozwidleniu szlaków jest ławka i kawałek stołu.

Szlak niebieski prowadzi nas dalej na szczyt Jagodna (977). Szczyt znajduje się niecałe 17 km od startu. Na szczycie wieża widokowa i kawałek wiaty, stół ławka takie tam. Można więc przysiąść i odpocząć.

Schodzimy ze szczytu Jagodna, kilometr dalej mamy punkt widokowy i kawałek ławki. Idąc dalej wchodzimy na szczyt Sasin (885), a ze szczytu to już prosta droga do schroniska.

Zakładając, że trasa bez kombinowania i odbijania ze szlaku (celowo lub nie) to całość nam wychodzi 21.2 km. Do zrobienia w 8 godzin bez większego wysiłku - rzecz jasna zależy też ile będziemy siedzieć na tyłkach, a ile żwawo iść. Przy standardowym marszu w 8 godzin da radę.

Przy schronisku można zobaczyć dwa niewielkie bunkry i ładowarkę rowerów elektrycznych gdyby ktoś miał taką potrzebę.

Schronisko Jagodna:

Jak widać schronisko znajduje się przy drodze, pewnie w weekend będzie tam trochę ludzi.

Schronisko ma raczej dobre opinie, link do oficjalnej strony: KLIK!

Kontakt do schroniska: tel. 695-777-635, 74-811-98-16, email: schronisko@jagodna.com

Na stronie jest menu, cennik noclegów i tak dalej.

Nocleg:

Opcji jest kilka. Można kimać w schronisku +/- 40 zł osoba + ewentualnie pościel. Pokoje raczej wieloosobowe więc co kto lubi. Namiot / tarp pod schroniskiem 25 zł osoba - to opcje płatne.

Opcja bezpłatna to oddalić się od schroniska w las i rozbić na dziko - tu wiadomo o co biega. Jest też opcja noclegu w chatce.

Około 2 km od schroniska znajduje się Chatka Sylwestrowa i wygląda tak:


Spokój, cisza no i jest dach ;-) Pytanie tylko czy będzie... no ok nawet jak będzie zajęta to spoko, pytanie przez kogo zajęta to raz, a dwa na ile tam nie będzie syfu bo niestety różnie z tym bywa. Z chatki do schroniska niewiele drogi więc myślę że pomysł zdecydowanie do rozważenia. No rzecz jasna chatka free.

Dzień drugi:

Gdzie byśmy nie spali do auta trzeba wrócić. Zakładam start od schroniska Jagodna, więc odległość to 17 km, czyli z pełnym luzem do zrobienia w 6 godzin. Na spokojnie można więc się wyspać i dojść do siebie ;-)

Link do mapy: KLIK!

Profil wysokości, jak widać trasa zasadniczo idzie w dół, więc powinniśmy to pokonać dość szybko i całkiem sprawnie. Można po drodze delektować się... czym kto chce.

Jeżeli chodzi o sam szlak to specjalnie dużo do opisywania nie ma, droga raczej łatwa i nieco skrócona, a idzie to tak:

Startujemy z Jagodnej i wbijamy na szlak żółty, nieco kręty ale prowadzi głównie po zboczach więc nie jest szczególnie wymagający. Po 6 km mamy coś na kształt... domku? Niewielka budka z piwem, tyle tylko, że bez piwa, a wygląda tak:

Czymkolwiek to jest zaglądamy do środka i lecimy dalej szlakiem żółtym. Po 8 km od startu docieramy do rozwidlania szlaków na którym byliśmy dzień wcześniej. Wchodzimy na szlak niebieski i idziemy w kierunku przełęczy nad Porębą - jest to odcinek wspólny, na tej przełęczy już byliśmy.

Z przełęczy idziemy w kierunku znanej nam już miejscowości Poniatów - po drodze mijamy tajemnicze ruiny które istnieją lub nie - w zależności od posiadanej mapy.

Po 12 km od startu wchodzimy na drogę dzięki której skracamy sobie trasę do mety. Czyli omijamy szczyt Czerniec na którym byliśmy dzień wcześniej, omijamy również Jame. Docieramy do miejscowości Gniewosz i kawałek dalej mamy również nam znane ruiny zamku Sczerba. Jeżeli nam się tam podobało to możemy chwilę jeszcze je pooglądać bo od ruin do auta nieco ponad kilometr.

Po 17 kilometrach marszu znajdujemy się przy ruinach dworu, czyli w pobliżu samochodu.

Tym sposobem mamy przedreptaną południową część Gór Bystrzyckich - została jeszcze północna ;-)